środa, 28 lipca 2010

   Chciałoby się powiedzieć: „upały zelżały”, ale nie można, bo one zniknęły a ich miejsce zajęła pogoda deszczowa i zimny wiatr oraz temperatura ok. 10 – 12 stopni. Nic tylko zabrać się za robótki, a tutaj nagle człowiek ma ochotę na pranie, które – gdyby chęci przeszły w czyn – nie miałoby gdzie schnąć. Och przekorna naturo ludzka. W taką pogodę to najchętniej się chowam. Gdzie? Może kiedyś Wam pokażę. A dzisiaj to nie mogę się zdecydować, czy szydełkować, czy wyszywać? Okien po raz trzeci myć nie będę. Dlaczego trzeci? Otóż to było tak. Ciepło zachęciło mnie do umycia okien. Super. To był czwartek. W piątek spółdzielnia powiesiła ogłoszenie, że będzie malowana elewacja. Byle nie chlapali, ale przy współczesnych metodach malowania raczej chlapanie to już niechlujstwo by było, więc to ambitnie wykluczyłam. Zapomniałam o jednym. Niektóre okna są na elewacji klinkierowej i robotnicy zaczęli od MYCIA karcher`em tychże ścian. Nietrudno się domyślić jak potem okna wyglądały. Znowu szmata poszła w ruch. Malowanie, teraz deszcz i znowu okna do poprawki. O nie, z oknami poczekam aż robotnicy zakończą wszystkie prace i znikną z elewacji. Teraz przegonił ich deszcz, więc ciekawe jak długo to potrwa. Swoją drogą to podziwiam ich niebezpieczną pracę. Tak oto sobie na linie wisieć i malować … Trudno o tym nie myśleć, gdy człowiek siedzi w fotelu, myślami w schemacie haftu krzyżykowego a tu nagle za oknem (nie na parterze) widzi dwie uśmiechnięte sympatyczne twarzyczki … O mało zawału nie dostałam …


A może lepiej tak:

1 myśli więcej:

  1. U mnie też pada ;(
    Czerwona dama powoli się wyłania :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń na zawsze